Jest dwudziesta trzecia. Za dwanaście godzin będzie siedział w samolocie, a ja będę zaciskać kciuki tak mocno, że nabiorą sinego koloru i będą boleć mnie kości. Już popadam w rozpaczliwą tęsknotę i mam monotematyczność myśli. Zresztą bądźmy szczerzy – od piętnastego jestem monotematyczna. To dziesięć dni. Raczej dopiero dziesięć niż już dziesięć. I jestem zmęczona zabieganiem o kontakt, pseudoproszeniem o wymianę kilku zdań. Miałam się wyczilałtować, ale wiesz.. Nie da się tak, gdy jest się w takim stanie, jak ja. Rozpaczliwie potrzebuję, pożądam, pragnę i wielbię go aż do szpiku kości jego i mojego. Mówił, że jestem najlepsza. Gówno prawda! Ja dopiero będę najlepsza. Mam parcie na doskonałość w każdym calu, ale tylko dla niego. Jestem gotowa na poświęcenia, na trudne wybory burzące moje życiowe plany.
Jestem gotowa.