Styczeń był dla mnie przełomowy. W sumie to nie przełomowy, ale dość bogaty w skutkach i to nie ze względu na rozpoczęcie nowego roku. Cały grudzień wpajałam sobie wysłużone regułki i nowe zasady własnego idyllicznego świata, podbudowywałam swoje ego na wszelkie możliwe sposoby by jakoś przetrwać samej. No i pod koniec stycznia stwierdziłam, że się udało.
A teraz siedzę taka poobija i porozbijana wewnętrznie. To już nawet nie chodzi o te regułki i zasady. Zawiódł znów. A Polska miała się nam skurczyć.